
Z umową partnerską dotyczącą projektu Interreg Polska Słowacja "Open Space" podpisaną w dniu 24.02.2026 r. można zapoznać się klikając w ---> TEN LINK
W dniach od 7 do 13 lutego 2026 r. w Arboretum odbyło się "XX Międzynarodowe Seminarium Naukowe Natura Kultura 2026" pod opieką naukową prof. dr hab. Marka Saka. Celem wydarzenia było zaprezentowanie współczesnych trendów w kulturze i sztuce ogrodowej. Współorganizatorami seminarium był:
- Instytut Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.
- Instytut Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.
- Wydział Architektury i Wzornictwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu.
- Wydział Nauk o Kulturze Fizycznej Uniwersytetu Rzeszowskiego w Rzeszowie.
- Katedra Sztuki Krajobrazu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
- Tarnobrzeski Dom Kultury w Tarnobrzegu.
Podczas seminarium zaprezentowane zostały następujące wykłady:
Zapraszamy na wirtualny spacer po Międzynarodowej Wystawie Malarstwa „Ogrody bez granic”, prezentowanej w Galerii BWA „U Jaksy” w Miechowie (19.12.2025–16.01.2026).
Wystawa jest efektem Międzynarodowego Sympozjum Sztuk Wizualnych „Sztuka w Ogrodzie”, realizowanego w Ogród Botaniczny „Vasile Fati”, współtworzonego przez Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach. Projekt połączył artystów z różnych krajów, ukazując ogród jako przestrzeń dialogu natury i sztuki.
Zapraszamy do spaceru online:
Ostatnio mam szczęście do niezwykłych spotkań z dzikimi mieszkańcami naszego arboretum. We wrześniu byłem świadkiem spektakularnych zapasów pomiędzy zaskrońcem i żabą, a w październiku byłem czynnym uczestnikiem najbardziej niewiarygodnego i sensacyjnego spotkania jakiego doświadczyłem podczas mojej dotychczasowej pracy w arboretum. Spotkania, które musiało zaowocować postem z tej prostej przyczyny, że prawdopodobnie nigdy w życiu już nic takiego mi się nie przydarzy. Przy tej okazji chciałbym też przybliżyć wam pewien „epizod” z życia jednego z naszych mieszkańców. „Epizod”, który ma fundamentalne znaczenie dla istnienia i liczebności gatunku. A jest to swego rodzaju wędrówka po życie. I właśnie w takim zdarzeniu miałem szczęście brać udział .
Podczas wykonywania moich codziennych obowiązków związanych z pielęgnacją roślin w ogrodzie sensualnym, natknąłem się na takiego oto wędrowca – najdzielniejszego z dzielnych. Trzycentymetrowego żółwika błotnego. Maluch ten odbywał swoją wędrówkę po życie. Jedną z najbardziej spektakularnych wędrówek w świecie zwierząt. Stosunkowo krótką, bo niekiedy odbywającą się na dystansie zaledwie kilkuset metrów, ale niezwykle niebezpieczną. Niebezpieczną dlatego, że do celu dociera zaledwie około 10% takich dzielnych żółwików. Reszta ginie. I to właśnie dlatego żółw błotny to gatunek w Polsce niezwykle rzadki, ściśle chroniony, szczególnie zagrożony wyginięciem. Jest wiele powodów takiego stanu rzeczy ale absolutnie najważniejszym jest właśnie ta niezwykła pełna niebezpieczeństw podróż, którą żółwik odbywa po wykluciu się z jaja. Pokrótce opiszę jak to wygląda.
Po okresie godowym, który odbywa się w maju, samice żółwia składają około 10-15 jaj. Miejsce na gniazdo wybierają na stanowiskach nasłonecznionych, południowych, niejednokrotnie w sporej odległości od zbiornika macierzystego. Na przełomie sierpnia i września z jaj wykluwają się 2-3 centymetrowe maluchy. I rozpoczynają swoją wędrówkę po życie. Celowo używam sformułowania „wędrówka po życie” bo tak naprawdę życie tych stworzeń zaczyna się dopiero po dotarciu do zbiornika wodnego. Takich szczęściarzy jest zaledwie kilka procent. Dlaczego tak się dzieje?
Mały żółwik jest całkowicie bezbronny. Skorupa, którą na sobie nosi, nie stanowi żadnej ochrony bo jest miękka jak reszta ciała. Stwardnieje dopiero za kilka lat. Ze względu na swoje niewielkie gabaryty, ma ogromne problemy z poruszaniem się w trudnym terenie. Nawet zwykła trawa stanowi dla niego nie lada wyzwanie. Każde napotkane zwierzę jest śmiertelne niebezpieczne. Nie ma czym się obronić, nie ma jak uciec, nie ma gdzie się schronić. Z uwagi na niekorzystne zmiany zachodzące w naszym środowisku, często zdarza się, że żółw podejmujący wędrówkę do zbiornika wodnego, nie dociera do niego bo ten po prostu wysechł. Ale pomimo tego –idą, kierowane instynktem, w celu zachowania gatunku. Tylko, że do celu dochodzi ich coraz mniej. Tak naprawdę to tę ich wędrówkę, biorąc pod uwagę powyższe, należało by nazwać wędrówką po śmierć. Stąd też to moje spotkanie z tym małym bohaterem jest tak niezwykłe. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, jego wędrówka trwała już około miesiąca. Do celu - czyli do wody - pozostało mu tylko i aż 50m. Aż - bo sytuacja w jakiej go zastałem nie była dla niego sprzyjająca. Było to 10-tego października. Nocne przymrozki, temperatura w dzień trochę powyżej zera i betonowy labirynt ogrodu sensualnego (Ci którzy u nas byli to wiedzą co mam na myśli) mogły zakończyć tą wędrówkę właśnie w tym miejscu. Tak się nie stało. Przypadek sprawił, że ten maluch dotarł tam gdzie chciał. Oszukał tą swoją wędrówkę po śmierć i w jego przypadku była to podróż po życie. I mam taką nadzieję, graniczącą z pewnością, że dołączy do swoich towarzyszy dając tym samym świadectwo, że hart ducha, konsekwencja i wytrwałość zawsze doprowadzą do upragnionego celu.
I przy tej okazji chciałbym ponowić wielokrotnie powtarzaną prośbę i apel o niepodrzucanie do arboretum, ani do żadnego innego zbiornika w naszym kraju, żółwi ozdobnych, które są dla naszych śmiertelnym zagrożeniem. Nie dokładajmy tym samym dodatkowej cegiełki do dewastowania naszego środowiska. Zachowujmy się odpowiedzialnie wobec zwierząt, które zdecydowaliśmy się wziąć pod opiekę. Szanujmy takie miejsca jak Arboretum Bolestraszyce, gdzie populacja żółwia błotnego jest bardzo liczna, bo tworzy się je latami a zniszczyć można nieodpowiedzialnym zachowaniem w jednej chwili.
Ps. Cuda chyba się jednak zdarzają. Przez dziesięć lat pracy w arboretum taka sytuacja spotkała mnie po raz pierwszy. Tymczasem, kilka dni później, kolejny mały żółwik spotkał na swojej drodze grupę wspaniałych osób spacerujących po parku. Do celu miał zaledwie kilkanaście metrów. Jego podróż również miała szczęśliwe zakończenie, ponieważ natknął się na odpowiedzialnych ludzi, którzy zgłosili nam całą sytuację.
Ciekawostką jest to, że po przeniesieniu malucha nad staw, ten błyskawicznie w nim zanurkował chowając się w roślinności wodnej. Wyglądało to tak jakby z wodą miał już wcześniej do czynienia, a przecież widział ją po raz pierwszy w życiu.
Oba te zdarzenia nastąpiły jedno po drugim, w krótkim czasie, więc chyba nie należy tego rozpatrywać w kategoriach cudu. Prawdopodobnie gdzieś na terenie parku doszło do wyklucia się z jaj takich maluchów. Pewnie wiele z nich jest w tej chwili w trakcie takiej wędrówki. Jeśli spotkają Was na swojej drodze, bardzo prosimy o zgłaszanie takich sytuacji pracownikom arboretum. Może właśnie dzięki Wam, kolejne osobniki zasilą populację żółwia błotnego w naszym parku.
Zanim podejmę próbę ocieplania wizerunku zaskrońca, w paru słowach opiszę skąd taki pomysł. Muszę cofnąć się o rok. Podczas karmienia karpi koi, podeszło do mnie dwoje wspaniałych młodych ludzi. Zwrócili się do mnie z nietypową i niezrozumiałą wtedy prośbą. Chcieli, abym pokazał im zaskrońca. Po co? Ponieważ jedno z nich panicznie się go bało i właśnie poprzez oglądanie tego gada chciało ten lęk w sobie zwalczać. Oczywiście prośby tej spełnić nie mogłem. Zaskrońce wprawdzie w naszym parku występują, ale zobaczyć je graniczy z cudem, ponieważ jest to zupełnie dzika populacja i przed ludźmi najzwyczajniej w świecie uciekają. Zdarzenie to jednak dało mi wiele do myślenia. Zwalczanie swoich lęków poprzez oglądanie tego co nas przeraża! Może to jest jakiś sposób? Na bazie tej sytuacji rok temu opublikowałem post pt. „Nie bójmy się zaskrońca”. I teraz już wiem, że jeżeli będzie mi dane nadal pisać posty na profilu naszego arboretum, to miesiąc wrzesień będzie miesiącem zaskrońca.
Teraźniejszość. Początek sierpnia. Karmiąc ryby, przy jednym z oczek wodnych natknąłem się na nietypową sytuację. Sześć osób z wielkim zainteresowaniem, wręcz zahipnotyzowanych, wpatruje się w lustro wody. Osoby te stojąc w zupełnym bezruchu, bez słowa, oglądały coś, co zajęło je tak, że świata poza tym nie widziały. Zaciekawiony podszedłem i ja. Oczom moim ukazał się widok wręcz nieprawdopodobny. Ujrzałem niezwykłe misterium, które na żywo mogą oglądać jedynie nieliczni. W oczku trwała walka na śmierć i życie. Średniej wielkości zaskroniec zaatakował dosyć okazałą żabę. Żaba miotała się próbując uratować swoje życie, zaskroniec chciał je jej odebrać po to, aby przeżyć. Widowisko niezwykłe, niespotykane. Zachowując resztki zimnej krwi, pobiegłem po aparat i stąd te kilka fotografii, które publikuję poniżej.
Na dwóch z nich widać żabę w żelaznym uścisku zaskrońca. Zdążyłem na sam koniec tej spektakularnej akcji. Uścisk zaskrońca okazał się jednak nie taki żelazny, a może ofiara była zbyt duża a agresor za mały i niedoświadczony? W każdym razie podczas tej wodnej szamotaniny żaba jednak wyrwała się oprawcy. A zaskroniec?
Spójrzcie sami. Wypełzł na deski okalające oczko wodne. Trochę chyba zdezorientowany, na swój sposób zawstydzony. Bo przecież został pokonany przez żabę. O jakimkolwiek posiłku przez co najmniej kilka dni trzeba będzie zapomnieć. Jego ciało zostało bardzo mocno nadwyrężone podczas tej szarpaniny. Zwłaszcza szczęki, których rozwarcie co chwilę prezentował, tak jakby chciał je sobie samodzielnie nastawić. Przy tej okazji możemy też przekonać się, że zwierz ten nie posiada tzw. zębów jadowych, których wielu z nas tak się obawia. Mało tego nie posiada nawet zębów, które mogą zagrozić zwykłej żabie a co dopiero ludziom. Z całego zdarzenia gadowi temu została w pysku jakaś wodna trawa, obolałe ciało, pusty żołądek, a w głowie świadomość porażki z „posiłkiem". Czy można na tej podstawie powiedzieć o tym wężu, że nie taki diabeł straszny jak go malują? Pewnie nie. Zaskroniec ten, jeżeli przeżyje, pewnie znowu będzie chciał pożreć jakąś żabę. Taka jego dzika natura. A jeżeli chodzi o jego relacje z człowiekiem, to nie ma ze strony zaskrońca żadnego dla nas zagrożenia. Gad ten ustępuje przed nami w każdej sytuacji. Jest zwierzęciem o najbardziej zszarganej reputacji ze wszystkich zwierząt występujących w naszym środowisku. Zupełnie niesłusznie i niesprawiedliwie. Jest często przez ludzi zabijany właśnie z powodu zwykłego strachu przed nim. A i bez nas - ludzi - ma on bardzo ciężkie życie. Kurczy się jego naturalne środowisko. Wysychające zbiorniki wodne, bagna, na pewno mu nie sprzyjają. Pada ofiarą bociana, czapli, jeża, psa, kota, lisa, borsuka, ptaków drapieżnych. Praktycznie żadne zwierzęta się go nie boją, ponieważ nie stanowi dla nich żadnego zagrożenia. Paradoksalnie, boją się go przeważnie ludzie. Dlaczego? Sami sobie odpowiedzmy na to pytanie.
Czy tym postem udało się przekonać kogoś aby przestał bać się zaskrońca? Nie wiem, ale próbować trzeba. Trzeba, bo chociaż wąż ten występuje w naszym kraju dosyć pospolicie, to sytuacja ta może szybko ulec zmianie, tak jak miało to miejsce z innymi naszymi rodzimymi gatunkami, też kiedyś powszechnie występującymi. Życzę wszystkim jak najczęstszych spotkań z tym pięknym i pożytecznym gadem. Oglądajmy go, podziwiajmy, szanujmy, chrońmy, ponieważ jest to nieodłączny element naszej ojczystej przyrody. I oby w przyszłości, terapia zdjęciowa nie była jedyną formą leczenia lęków, bo przez nieodpowiedzialne działania, możemy wkrótce doprowadzić do zniknięcia tego zwierzęcia z naszego środowiska.